|
|
21-01-2012 DOLOMITENLAUF |
|
|
|
|
|
Wyniki
38 Biegu Dolomitów uzyskane przez USNB
imię i nazwisko miejsce miejsce czas
open w kateg.
DYSTANS 25 KM CT
Marek Korzan
54 M3-10 1:45:31
Andrzej Nowiński 57
M5-10 1:46:29
Joanna Antosz
124 K5-11 2:46:44
DYSTANS 42 KM CT
Jan Sobieszczański 517 M5-139
3:37:44
Włodek Krych
569 M5-156 3:49:33
Piotr Antosz
612 M5-167 4:01:28
DYSTANS 25 KM FT
Marek Korzan
72 M3-27 1:23:29
|
|
|
DOLOMITENLAUF 2012 - impresje Andrzeja Nowińskiego
To pierwszy mój duży bieg z cyklu Worldlopped
poza granicami Polski. W trasę wyruszyliśmy z Jankiem w czwartek ok. 18.
Wybraliśmy drogę na Wiedeń, a później autostradą S6 na Judenburg. Stamtąd
drogami krajowymi przebiliśmy się do autostrady A10 i przez Spittal ruszyliśmy w
kierunku Lienz. Pomimo ostrzeżeń Marka postanowiliśmy skrócić drogę do Maria
Luggau gdzie mieszkaliśmy górską drogą przez Oberdrauburg. Emocji rzeczywiście
było co niemiara i ostatnie 30 km podróży na pewno długo zostanie w naszej
pamięci. Na miejsce dotarliśmy ok. 2:30 w nocy. Raniutko w piątek po śniadaniu
ruszyliśmy do Obertiliach gdzie mieszkał Marek i gdzie mieści się
"Langlaufcentrum". Patronem całego centrum jest mieszkający od kilku lat w
Obertiliach Ole Einar Bjoerndahlen - jego zdjęcia są tam wszędzie. Pierwsza
próba biegania zakończyła się bardzo szybko bo "kurniawa" która ni stąd ni z
owąd wyskoczyła zza postrzępionych szczytów Lienzerskich Dolomitów błyskawicznie
spędziła nas z tras. Po godzinnej przerwie miło spędzonej na herbatce w hotelu u
Marka pojechaliśmy na stadion zimowy na miejsce startu, odebraliśmy numery
startowe i chipy i zaczęliśmy testy smarów. Bardzo przyjaźnie nastawieni
serwisanci Toko przekazali nam swoje oficjalne /Toko/ to mix klistra zatartego
smarem twardym. My z Markiem zdecydowaliśmy się po testach na bardziej klasyczne
rozwiązanie - smary twarde Swixa. Cały wieczór jak to zwykle przed zawodami
spędziliśmy w piwnicy naszego pensjonatu pieszcząc narty, które następnego dnia
miały nas ponieść w głąb doliny Lesachtal. Rano po ostatnim szlifie nart
stanęliśmy z Asią i Markiem w ostatnim sektorze i czekaliśmy niecierpliwie na
salwę strzelców alpejskich, która miała rozpocząć wyścig. Piotrek, Janek i
Włodek startowali z drugiego sektora /członkowie Wordlopped na dystansie 42 km/.
Start masowy to ogromny stres. Pierwsze kilometry to koszmarna przepychanka na
długim podbiegu wzdłuż drogi w kierunku Obertiliach. Ale to dopiero początek -
na wielkiej polanie u stóp Obertiliach organizatorzy wytyczyli trasę w sposób
niezwykle ciekawy dla widzów, fotografów i filmowców, ale dla nas był to
koszmar. Szybki zjazd, skręt pod kątem 180 stopni, podbieg i tak dalej i
dalej........ taka zabawa trwała aż do 12 kilometra. Na jednym z nawrotów /obok
kapliczki/ jadący za mną narciarz przesadził z prędkością wejścia w zakręt, co w
konsekwencji spowodowało mój upadek i kontuzję kostki. Teraz czekał na nas chyba
najprzyjemniejszy odcinek trasy - długi kilometrowy bardzo szybki zjazd z
niespodzianką na końcu - mostek na który trzeba było wjechać pod górę z
równoczesnym skrętem pod kątem 90 stopni. Dalsza część trasy to permanentny
łagodny podbieg wzdłuż doliny strumienia Gail z bufetem po drodze. Śnieg tam
jednak był wyjątkowo tępy co powodowało dużą trudność biegu. Mniej więcej na 20
kilometrze trasy się rozdzieliły. Dla nas rozpoczął się długi, trudny 3
kilometrowy podbieg zakończony zjazdem do stadionu. Jeszcze tylko ostatnia górka
przed stadionem i można było się sprężyć żeby ostatnie 200 finiszowych metrów
przebiec w miarę stylowo. M E T A !
Podsumowanie:
Trasa bardzo wymagająca technicznie i trudna wysiłkowo. Organizacja startu i
mety bez zarzutu. Posiłki i napoje na mecie i na bufetach również ok.
Zaszokowało nas beznadziejne oznaczenie tras - nie było tabliczek kilometrowych
co zupełnie uniemożliwiało racjonalne rozłożenie sił, a jeśli już były to
pokazywały odległości chyba nie z tego biegu. Okolica w której są poprowadzone
trasy jest przepiękna - to prawdziwe wyniosłe, surowe Alpy. Chcemy tam jeszcze
wrócić !!!! Ból obitej kostki spowodował że zrezygnowałem ze startu w niedzielę
w łyżwie. Tak więc honoru szkoły bronił z bardzo dobrym zresztą skutkiem Marek.
Powrót do domu to standardowa trasa przez Lienz, Spittal, Klagenfurt, Graz,
Wiedeń i Brno - 850 km i 9 godzin jazdy.
|
|
|
|
|
|
Reprezentacja Ustrońskiej Szkoły Narciarstwa
Biegowego wzmocniona posiłkami z Torunia.
|
|
|
Dziewczyny z Ustrońskiej Szkoły ! Liczę na Was w następnych zawodach. Razem będzie raźniej.
|
|
|
Budynek zaplecza stadionu biegówkowo-biatlonowego - oj przydałby się taki w
Jakuszycach.
|
|
|
Góry wokół stadionu. Na grani hula wiatr ale mamy nadzieję, że nie dopadnie nas
na trasie.
|
|
& |
Spotkanie z sympatyczną rodziną Matsuyama z Japoni. Minoru jest Mastersem
Worldloppet a także członkiem komitetu Międzynarodowego Stowarzyszenia Narciarzy
Worldloppet IAWLS (International Association of Worldloppet Skiers).
|
|
|
Przetarcie po trasie biegu.
|
|
|
Jak zwykle, bagażnik pełen smarowideł...
|
|
|
Odbiór numerów w biurze zawodów na stadionie.
|
|
|
Finisz Janka... A gdzie wykrok w stylu Pettera Northuga? Dwie setne sekundy
stracone !
|
|
|
Andrzej i Marek na mecie. Jeszcze przed chwilą walczyli do upadłego...
|
|
|
Już wiemy dlaczego Marek miał spośród nas najlepszy czas (1:45:31) na mecie. Ach
te tyrolskie dziewczyny !
|
|
|
Niestety na starcie zabrakło naszego kolegi Ryśka, któremu dedykujemy tę piękną
trasę... |
|
|
|
|
|
|